Pierwsze miejsce w konkursie BLOGS from the HEART! 2020 w kategorii Pasja i Praca.

4 pustynie – Biegnij i znajdź własną drogę – Daniel Lewczuk – recenzja

4 pustynie

AUTOR: PIOTR SZOSTAK

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest

To książka, którą czytałem, a może raczej chłonąłem z wypiekami na twarzy. Sam biegam, więc z przyjemnością czytam książki o biegaczach. Dodatkowo fascynują mnie ludzie stawiający sobie cele, które wydają się niemożliwe do osiągnięcia. W 4 pustyniach te dwa wątki połączyły się w jedną historię. Historię zmagań Daniela Lewczuka. Człowieka, który postanowił zrobić coś z nadwagą i przy okazji ze swoim życiem. Postanowił zacząć biegać, by schudnąć jednak, zamiast truchtać po parku lub lesie postanowił, że ukończy Wielkiego Szlema w biegu 4 Pustyń. Składają się na niego Sahara Race, Gobi March, Atacama Crossing i The Last Desert, który odbywa się na Antarktydzie. Aby zdobyć Wielkiego Szlema, trzeba ukończyć powyższe biegi w ciągu jednego roku. Każdy z nich liczy 250 kilometrów, a dodatkowym obciążeniem jest plecak, w którym biegacz przenosi wszystko, co będzie mu potrzebne w trakcie biegu.

I tak poznajemy Daniela w pierwszych rozdziałach książki, gdy jest jeszcze jednym z wielu białych kołnierzyków z nadwagą przykutych do biurka i oglądających sport jedynie w telewizji. Z każdą kolejną stroną książki obserwujemy przemianę, jaka następuje w bohaterze. Poznajemy powody, dla których zaczyna biegać, co Go do tego motywuje, dlaczego stawia sobie tak niewiarygodnie trudny cel, pomimo że nie ma najmniejszego doświadczenia w bieganiu.

Potem pojawiają się po kolei cztery tytułowe pustynie, a opowieść o nich przerywana jest wspomnieniami z zawodów Iron Man i innych biegów, w których autor książki brał udział. Każdy z tych rozdziałów to opowieść o walce woli z ciałem i przeciwnościami otoczenia. To historia o tym, że czasami trzeba stawiać po prostu krok za krokiem, by w końcu dotrzeć do mety. Po drodze są chwile radości, ale i wielka tragedia, która odcisnęła swoje piętno na ostatnich biegach Daniela.

Nie będę zdradzał szczegółów książki i historii zmagań Daniela Lewczuka z własnymi słabościami i ekstremalnymi warunkami przyrodniczymi. Mogę natomiast zdradzić, że należy on do 66 biegaczy, którzy ukończyli Wielkiego Szlema.

Niesamowicie czyta się historię człowieka, dla którego bieganie było wyłącznie zajęciem amatorskim (niezarobkowym). Jeżeli w ogóle można mówić o ultramaratonach w kontekście amatorstwa 🙂

Po tej książce naszło mnie kilka refleksji. Po pierwsze Scott Jurek (jeden z najbardziej znanych ultramaratonistów) miał rację, mówiąc, że czasami po prostu trzeba. Co zazwyczaj sprowadzało się do  stawiania krok za krokiem, tak aby w końcu dotrzeć do celu. Druga refleksja dotyczy, tego, że nawet najbardziej niewiarygodne cele, które z boku mogą wydawać się szaleństwem, można osiągnąć pod warunkiem, że jest się naprawdę zdeterminowanym i zdyscyplinowanym. Po trzecie bieganie wcale nie musi być zdrowym sportem, zwłaszcza uprawiane w wersji ultra. Nadal ma jednak posmak niesamowitej przygody i poczucia wolności.

Więcej książek, które warto przeczytać znajdziesz tutaj.

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

plan tygodnia

Jak robić, żeby zrobić?

Jeśli kiedykolwiek przebiegłeś więcej niż kilka kilometrów, prawdopodobnie wiesz, dlaczego musisz przez cały bieg trzymać równe tempo. Biegacze, którzy nie mają doświadczenia i zaczynają długodystansowy

produktywność

Jak nie stać się robotem?

Co jakiś czas spotykam się z kimś, kto uważa, że produktywność zamienia ludzi w roboty. Mówią: Skupiając się na produktywności, możemy zrobić więcej, ale jakim

rozwiązywanie problemów

Rozwiązywanie problemów za pomocą pisania

Niezwykle potężną techniką rozwiązywania problemów jest zapisanie ich. Wydaje się to dość banalne, ale często pozwala rozwiązać problemy, które wcześniej uważaliśmy za niemożliwe do rozwiązania.

© 2016-2020 – jakosiagaccele.com – Piotr Szostak – Wszelkie prawa zastrzeżone