Łukasz Grygiel – o edukacji finansowej dzieci wie chyba wszystko – Wywiady z inspirującymi ludźmi – #3

Łukasz Grygiel prowadzi od 2017 roku bloga StoMonet.pl poświęconego edukacji finansowej dzieci. Oprócz tego nagrywa podcasty, jest aktywny w sieciach społecznościowych, gdzie promuje zdrowe zasady zarządzania budżetem domowym. Jest wolontariuszem programu BAKCYL. Uprawia sport, sporo czyta i ma głowę pełną pomysłów. O kilku z nich na pewno porozmawiamy. Coś pominąłem Łukasz?

Dodałbym, że jestem tatą 5-latka oraz to, że kilka dni temu złożyłem wypowiedzenie po ponad 11 latach spędzonych w bankowości. Rodzina i praca (do niedawna) zajmuje/zajmowała mi najwięcej czasu. Ważny jest też dla mnie blog i to, co kręci się wokół niego. Traktuję go bardzo poważnie i mam takie marzenie i cel, żeby stał się moim głównym zajęciem. Sport mam we krwi, bo ponad 10 lat trenowałem piłkę nożną, teraz lubię wyjść od czasu do czasu pobiegać. Lubię też czytać, bo z książek czerpię wiedzę i inspiracje.

 Zanim zaczniemy główną część wywiadu. Powiedz, jaką książkę ostatnio przeczytałeś?

„Zaufanie czyli waluta przyszłości” Michała Szafrańskiego.

 Ja jeszcze nie czytałem „Zaufania…”, ale słyszałem od wielu osób, że warto ją przeczytać. A Ty polecasz ją? Co wartościowego można w niej znaleźć? Co Tobie zapadło w pamięci?

Zdecydowanie polecam. Książka opisuje historię Michała, który założył bloga o finansach osobistych, zbudował wokół niego społeczność, rzucił etat, stworzył kursy, które pomagają odbiorcom ogarnąć swoje finanse, współpracował z firmami, wreszcie napisał książkę „Finansowy Ninja”, która stała się bestsellerem i dzięki której zarobił ogromne pieniądze. Ale nie to w tym wszystkim jest najważniejsze. Najbardziej cenne z tej książki są wartości, o których pisze Michał, które uosabia i które decydują o jakimkolwiek sukcesie. Po pierwsze poczucie misji, świadomość i trzymanie się głównego celu, bez względu na okoliczności. To jest na szczycie. A do tego, jeśli dołoży się szczerość, uczciwość, komunikatywność, odwagę, cierpliwość, wrażliwość, empatię, wiedzę, mądrość, konsekwencję oraz analityczne rozkładanie wszystkich swoich działań na czynniki pierwsze i wyciąganie z nich wniosków, to mamy przepis na sukces. To jest trudne, ale zauważam, że to działa u niemal wszystkich osób, które śledzę, które mnie inspirują i które odniosły sukces w swoich dziedzinach. Te cechy łączą tych ludzi.

O tak, zresztą moje pierwsze skojarzenie z Michałem Szafrańskim to solidność i edukacja finansowa. Ty też zajmujesz się edukacją finansową, tylko na innym polu – edukujesz dzieci. Powiedz, dlaczego akurat edukacja finansowa dzieci, a nie coś innego?

Blogowanie zacząłem w 2013 roku. Prowadziłem wtedy bloga o finansach osobistych w kontekście rodziny. Był to czas, kiedy urodził się mój syn i pogodzenie etatu, wychowania i bloga było dla mnie w tamtym okresie zbyt trudne. Bloga odpuściłem, choć nadal szukałem sposobu, by pozostać przy pisaniu. Kiedy syn skończył 3 lata, postanowiłem, że dobrym rozwiązaniem może okazać się połączenie zamiaru wprowadzenia praktycznej edukacji finansowej dla syna z pisaniem. Od lat mówi się, że szkoła nie edukuje w tym zakresie. Ja wiedziałem, że jako rodzic, chcę robić to sam. Zacząłem zagłębiać temat jeszcze bardziej i uznałem, że skoro będę uczył syna finansów, to pisząc bloga w tym temacie, zdobędę jeszcze większą wiedzę jak to robić. Jednocześnie chciałem się z tym dzielić publicznie, bo mam potrzebę robienia czegoś dobrego i większego. Mam nadzieję, że mój blog pomaga rodzicom, którzy chcieliby wprowadzić edukację finansową ich dzieci w domu. W najgorszym przypadku prowadzenie bloga pomaga mi osobiście stać się jeszcze lepszym i bardziej świadomym rodzicem. Korzysta na tym też syn. A więc ogólnie zarówno prowadzenie bloga, jak i wybór tematyki ma według mnie same zalety.

Czy jest jakiś minimalny wiek, od którego warto zacząć edukację finansową dziecka? Czy może to jest bez znaczenia?

Im wcześniej, tym lepiej. Ja zacząłem, jak syn miał ok. 3 lat, głównie przez zabawę w sklep, wizyty w sklepach, tłumaczenie wielu kwestii, obcowaniu z pieniędzmi. To czas, kiedy dziecko zaczyna dostrzegać pewne rzeczy na poziomie emocji. Teraz kiedy syn ma 5 lat i rozumie już coraz więcej, mogę rozpocząć taką „bardziej poważną” edukację, opartą na konkretnych zasadach. Na naukę nigdy nie jest za późno, więc jeśli ktoś jeszcze nie zaczął, warto zrobić pierwszy krok.

 Gdybyś miał komuś doradzić, od czego zacząć edukację finansową dziecka to, co to by było?

To zależy od wieku i charakteru dziecka. Mogę podpowiedzieć jakie „narzędzia” można wykorzystać w edukacji finansowej. Taki styl porad preferuję też na swoim blogu. Staram się podawać różne rozwiązania, propozycje, dawać do myślenia, mobilizować, natomiast to od samego rodzica powinno zależeć, co konkretnie weźmie dla siebie i co sprawdzi i brzydko mówiąc – przetestuje na swoim dziecku. Nie wszystko przecież musi się sprawdzić w przypadku naszego dziecka.

No więc zacząć można od zabawy w sklep, w pracę. Wizyty w sklepach również można wykorzystać w celach edukacyjnych. Polecam książki edukacyjne, gry planszowe, różne filmiki. W kolejnych etapach to przede wszystkim dawanie przykładu, a więc włączanie dziecka w planowanie, w prowadzenie budżetu. Można również zlecać dziecku drobne, pierwsze prace, za które moglibyśmy mu płacić. Tutaj ważne, żeby umieć odróżnić podstawowe obowiązki od specjalnych zadań. Można też odwiedzać różne miejsca związane z pieniędzmi, np. oddziały banków. No i wreszcie można zacząć też dawać kieszonkowe, by dziecko samo uczyło się rozsądnego wydawania.

 Jesteś zwolennikiem, czy przeciwnikiem kieszonkowego?

Jestem zwolennikiem kieszonkowego, choć planuję w przyszłości przetestować system dawania pieniędzy synowi za konkretne, odpowiednio trudne zadania, by też pobudzać w nim kreatywność i przedsiębiorczość. Tutaj trzeba być niezwykle ostrożnym, bo można przy okazji wychować wtedy strasznie roszczeniowe dziecko. O kieszonkowym piszę na blogu, poświęciłem też na ten temat czwarty odcinek mojego podcastu.

 W takim razie ile kieszonkowego i od jakiego wieku powinno dostawać dziecko?

Regularne kieszonkowe zacząłbym dawać dziecku, kiedy rozumie wartość pieniądza, potrafi ją rozróżniać. Natomiast jeśli chodzi o kwoty, to jest kwestia indywidualna i zależy od naszych możliwości, naszego stylu życia oraz tego, co chcemy dziecku dzięki pieniądzom przekazać. Zastanawiałem się ostatnio nad taką kwestią: dlaczego kieszonkowe miałyby być niskie? Dlaczego mielibyśmy przyzwyczajać dziecko do niskich kwot? A może z jego punktu widzenia, dawać mu wysokie kwoty i uczyć go wtedy rozsądnego wydawania, oszczędzania i inwestowania? Załóżmy też taką sytuację, że dajemy dziecku co miesiąc 200 zł. I w którymś momencie, możemy na jakiś czas zmniejszyć mu tę kwotę, po to by nauczył się zarządzać pieniędzmi w trudniejszych chwilach, kiedy ma ich mniej. I w drugą stronę to samo.

W edukacji moim zdaniem chodzi o uczenie dzieci odpowiedniego zachowania w sytuacjach, które mogą przydarzyć się w dorosłym życiu. W naszym życiu też przecież są momenty, kiedy finansowo raz jest lepiej, raz gorzej.

To świetne rozwiązanie. Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. Na swoim blogu poświęciłeś kilka artykułów zagadnieniom związanym z kupowaniem przez dzieci i dla dzieci. Dzieci i młodzież to coraz poważniej traktowana grupa klientów, mają też coraz większy wpływ na decyzje zakupowe rodziców i same dokonują coraz większej ilości zakupów. Czy to dobrze?

Z jednej strony to dobrze, bo mądrego wydawania pieniędzy też trzeba się uczyć. Z drugiej jednak strony trzeba uważać, żeby dziecko nie traktowało pieniędzy do kupowania rzeczy, dzięki którym czuje się lepszym, bardziej wartościowym, żeby rzeczy lub pieniądze nie były powodem wywyższania się w stosunku do innych.

Jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy przez dziecko, to raczej nie ingerowałbym w to, na co je przeznacza, o ile dziecko nie kupuje rzeczy, które mu szkodzą i które nie służą wychowaniu, na jakim nam zależy. Nie wyobrażam sobie natomiast, że dziecko decyduje za nas, dorosłych co kupić np. do domu. Przykładowo chcemy kupić meble, idziemy do sklepu i dziecko wybiera za nas, albo decyduje jaką markę samochodu kupić, albo decyduje do jakiego sklepu jechać. Nie polecam.

No właśnie z zakupami często wiąże się postawa roszczeniowa u dziecka. Jak sobie z nią radzić?

Być konsekwentnym i nieugiętym, przy okazji merytorycznie uzasadniać swoje decyzje. To trudne, ale wydaje mi się, że to najlepszy sposób. Sprawdzić się też może uprzedzanie dziecka. U mnie było to skuteczne. Czyli jeśli mamy zamiar jechać do sklepu, informuję syna wcześniej, po co jedziemy, że w sklepie będzie dużo zabawek, ale żadnej dzisiaj nie kupimy, bo nie mamy tego w planach. Możemy ewentualnie sprawdzić cenę i zdecydować czy i kiedy moglibyśmy sobie na to pozwolić.

To dobry patent, a jak uczyć je rozsądnego podejścia do zakupów?

Przede wszystkim pokazywać na własnym przykładzie, czyli na przykład idąc do sklepu zabierać listę zakupów. Większe wydatki powinniśmy planować, włączając do rozmów nasze dzieci. Dobrym pomysłem jest też wytłumaczenie zasad promocji w sklepach.

Przy okazji zakupów dziecko powinno uświadomić sobie, że ilość pieniędzy, jaką posiadamy, jest ograniczona, że nie możemy sobie pozwolić na wszystko od razu.

A może jednak warto im odpuścić i pozwolić na odrobinę braku rozsądku w zakupach? Przecież, chyba w końcu zmądrzeją i zauważą, że takie podejście jest niewłaściwe?

Doświadczanie negatywnych konsekwencji też jest sposobem na naukę, tym bardziej, jeśli robimy to w miarę w bezpiecznych warunkach. Edukacja finansowa jest procesem i jeśli się zaangażujemy, to na przestrzeni lat, możemy przetestować różne scenariusze. Warto to robić i warto o tym rozmawiać wspólnie z dzieckiem.

Blog nie jest jedyny rodzajem Twojej aktywności w obszarze edukacji finansowej dzieci? Zresztą na początku rozmowy zapowiedziałem, że powiemy kilka słów o Twoich innych projektach. Może zacznijmy od tego, który dopiero co rozpocząłeś, czyli przystąpienia do Patronite. Dla osób, które nie wiedzą, czym jest Patronite. To serwis, który pomaga wspierać twórców w pozyskiwaniu środków na ich działalność i jej rozwój. Skąd pomysł? W jaki sposób Patronite wpłynie na realizację Twoich celów związanych z edukacją dzieci?

Tak jak mówiłem blog, traktuję bardzo poważnie i chciałbym, żeby było to moje jedyne zajęcie, żeby działalność blogowo-edukacyjna zapewniała mi pieniądze do życia i rozwijania całego przedsięwzięcia. O społecznym finansowaniu różnych działalności słyszałem już wcześniej, a Patronite był dla mnie najbardziej znanym serwisem. Postanowiłem więc zarejestrować się.

Mam nadzieję, że pojawią się pierwsi Patroni, a ja dzięki wsparciu będę mógł o wiele szybciej osiągnąć swoje cele, niż gdyby tej pomocy nie było. Oczywiście w zamian oferuję swoim Patronom nagrody.

Jeżeli jesteście ciekawi jakie to nagrody, to zerknijcie na profil Łukasza na Patronite. Łukasz, czy przystąpienie do Patronite jest skomplikowane? Jak przebiega proces rejestracji i weryfikacji?

Nie jest to skomplikowane, ale trzeba mieć na to pomysł. Musisz przede wszystkim opisać swoją działalność, dodać jakieś zdjęcie lub film, który może jeszcze bardziej przyciągnąć potencjalnych Patronów. Określasz też swoje cele i to, co wymaga największej kreatywności, musisz wymyśleć korzyści dla Patronów, jakie mogą otrzymać, wspierając Cię finansowo.

Uzupełniasz to na spokojnie. Jak już ukończysz, wysyłasz profil do akceptacji administratorów. Za 2-3 dni profil powinien być zaakceptowany i upubliczniony.

Jesteś też członkiem klubu mówców ToastmastersLeaders. To chyba nie jest jeszcze zbyt popularna inicjatywa w Polsce?

Kluby Toastmasters można spotkać w większych miastach w Polsce. Jest to okazja do poznania super ludzi, którzy chcą nauczyć się przemawiać publicznie. Umiejętność ta w dzisiejszych czasach jest bardzo ważna. Mnie tym bardziej na tym zależało, bo z natury byłem i raczej jestem nieśmiały, więc dzięki spotkaniom nabierałem odwagi. Mówię w czasie przeszłym, ponieważ niestety trochę odpuściłem i dawno nie było mnie na spotkaniu klubu. Chcę jednak niebawem wrócić i kontynuować swój rozwój w tym obszarze.

Co można zyskać z przynależności do klubu?

Świetną atmosferę na spotkaniu, możliwość podglądania bardziej doświadczonych mówców, okazję do wystąpienia na scenie i wygłoszenia swojej mowy oraz informacje zwrotne od publiczności. To jest bardzo cenne.

Pamiętam swoją pierwszą mowę, kiedy wychodząc na scenę i mając ok. 40-stu osób przed sobą, drżał mi głos i trzęsły się nogi. Ale jakoś poszło. Na dodatek wystąpienie jest nagrywane i jest możliwość otrzymania takiego nagrania, żeby przeanalizować swoje wystąpienie. Przy kolejnych wystąpieniach jest już łatwiej. I tak zdobywa się doświadczenie i umiejętność przemawiania.

Czy wiedza, którą zdobywa się na spotkaniach Toastmasters, przydaje Ci się w życiu codziennym?

Oczywiście. W moim przypadku nabierałem po prostu śmiałości i odwagi, żeby np. do kogoś zagadać na ulicy. W pracy wystąpienia przed grupą też po jakimś czasie nie stanowiły dla mnie problemu. Poza tym dzięki spotkaniom uczysz się mowy ciała, wiesz jak wykorzystać przestrzeń na scenie, poznajesz możliwości swojego głosu :). To ma ogromne znaczenie, jeśli chce się występować publicznie. Dzięki Toastmasters nie miałem na przykład problemu, żeby występować w szkołach, przed młodzieżą w ramach projektu Bakcyl.

Jesteś, podobnie zresztą jak ja, wolontariuszem projektu BAKCYL realizowanego przez Warszawski Instytut Bankowości. Jakie doświadczenia wyniosłeś z prowadzenia lekcji w szkołach. Jak dzieci i młodzież reaguje na to, co im przekazujesz? Czy dostrzegasz problemy, z którymi warto walczyć, by podnieść wiedzę finansową młodzieży?

Generalnie lekcje takie są bardzo potrzebne i młodzież aktywnie w nich uczestniczy. Bardzo lubię odwiedzać szkoły, bo dzięki temu wiem właśnie, jaką formę przekazu i jaki zakres wiedzy lubią najbardziej. Przede wszystkim zawsze o wiele większe zainteresowanie wzbudzają praktyczne, konkretne przykłady z życia, niż sucha, nudna teoria. Niemal zawsze w klasie jest osoba lub kilka osób, które naprawdę imponują wiedzą.

Zdarzają się też takie sytuacje, gdzie na pytanie „Jak można zdobyć pieniądze?” ktoś krzyczy z sali „ukraść”. Mam wrażenie, że taka niedobra mentalność, która dotyczy co niektórych dorosłych, jest też przekazywana dzieciom. Z tym właśnie trzeba walczyć i to zmieniać. Te lekcje właśnie temu m.in służą.

Skąd ty bierzesz na to wszystko czas?

Mam go tyle samo jak wszyscy, to jest 24 godziny. Staram się robić głównie to, co jest dla mnie ważne i eliminować zbędne działania, choć to czasem trudne. Praktycznie w ogóle nie oglądam telewizji. Słabo u mnie jest na przykład z filmami. Jeżeli film nie zainteresuje mnie w pierwszych 10-15 minutach to nie oglądam go dalej. Walczę z social media, tzn. zbyt długo scroluję. Śpię średnio 5 godz., choć w tygodniu potrzebuję 1-2 razy wyspać się dłużej, tj. ok. 7 godz. Aktualnie jestem bez pracy na etacie (w trakcie szukania nowej), co jest dla mnie nową sytuacją i próbuję sobie to wszystko uporządkować. Na pewno więcej czasu poświęcam teraz blogowi i chciałbym, żeby tak już zostało. Bloga nie traktuję jako pracy, to jest dla mnie przyjemność i mógłbym go tworzyć i rozwijać bez patrzenia na zegarek.

Jak wygląda Twój typowy dzień? Kiedy znajdujesz czas na bloga i inne aktywności?

Kiedy pracowałem na etacie, wyglądało to najczęściej tak: Wstawałem ok. 5.30. Ogarniałem się, jadłem śniadanie i do pracy. Jeździłem komunikacją miejską. Dojazd zajmował mi ok. godzinę. W tym czasie zazwyczaj słuchałem muzyki albo podcastów, ostatnio w języku angielskim, bo muszę go trochę podszlifować. Czasem książka. Praca od 7 do 15. Potem powrót i odebranie syna z przedszkola. Między 16-18 zazwyczaj ogarniałem mieszkanie, a więc jakieś sprzątanie, przygotowanie jedzenia, zakupy. Potem między 18-21.30 czas dla rodziny, głównie wyjście z synem na dwór. No i mniej więcej od godz. 22 siadałem do bloga lub jakiejś książki, ewentualnie od czasu do czasu wychodziłem pobiegać. Mniej więcej o północy, maksymalnie o 1.00 kładłem się spać.

Teraz kiedy aktualnie nie pracuję, wstaję ok. 7. Zaprowadzam syna do przedszkola. Od godz. 9 do 16 mam czas dla siebie (blog, szukanie pracy, dom). Potem odbieram syna z przedszkola i schemat dalej się powtarza, tak jak pracowałem na etacie, z tą różnicą, że siedzę trochę dłużej, nawet do 2-giej w nocy.

Staram się trzymać równowagę we wszystkim, co robię, żeby nie przeginać, bo to później odbija się albo na zdrowiu, albo na psychice.

Co Cię motywuje do działania?

Najbardziej chyba poczucie szybko upływającego czasu i świadomość, że mógłbym, czegoś nie zdążyć zrobić, głównie dla rodziny.

Jaka jest Twoja pierwsza myśl po przebudzeniu?

Co zjem na śniadanie… a tak na poważnie, to rano działam na autopilocie, tzn. wykonuję rutynowe czynności, tj. ogarnięcie się i śniadanie. Dopiero potem włączam myślenie.

Jaka jest Twoja ostatnia myśl przed zaśnięciem?

Staram się nie myśleć o niczym przed zaśnięciem. Ale zauważyłem, że jeżeli w danym dniu zdarzyło się coś niestandardowego, wyjątkowego, było jakieś ważne dla mnie wydarzenie, to przewijam sobie je jeszcze raz w myślach i zastanawiam się nad swoim zachowaniem, tj. czy słowa, gesty lub czyny były ok i czy na przyszłość nie mógłbym zrobić w tych sytuacjach czegoś lepiej, lub inaczej.

Nie byłbym sobą, gdybym nie zadał Ci tego pytania. Jak planujesz swój czas, swoje cele, to co chcesz zrobić, czy osiągnąć?

Mam swój magiczny excel, który prowadzę od października 2016 roku – to w kwestii spraw blogowych. Mam w nim zakładki, w których rejestruje wydarzenia, projekty, plany i cele. Na jego podstawie mogę Ci na przykład powiedzieć, czy publikowałem lub co konkretnie pojawiło się na moim fanpag’u konkretnego dnia w historii, albo ile postów opublikowałem w danym miesiącu. Lubię raporty, analitykę. Lubię logicznie podchodzić do wielu spraw. Mam też zapisaną tam wizję siebie za kilka lat. I kiedy tworzyłem tę wizję 2 lata temu, to zauważam, że wiele z tych celów udało się zrealizować, więc na spokojnie mam nadzieję, wcześniej czy później zrealizuję swoje marzenia i cele jednocześnie.

Do spraw bieżących, pozablogowych korzystam z Nozbe, albo zwyczajnie zapamiętuję co mam zrobić kolejnego dnia.

Jakie masz plany na najbliższy rok? Co chcesz osiągnąć?

Moim takim większym celem jest napisanie i wydanie książki. Chciałbym ją napisać maksymalnie merytorycznie, aby była kompleksowym przewodnikiem dla rodziców, czego i w jaki sposób uczyć swoje dzieci finansów. Pisanie jest bardzo czasochłonne i zastanawiam się aktualnie, czy nie poświęcić najbliższego roku, tylko i wyłącznie na jej pisaniu, kosztem publikowania kolejnych wpisów na blogu, tworzenia podcastów czy działania w social media. Wszystkiego na raz nie pociągnę, zważywszy na etat, do którego muszę powrócić. No chyba że wypali Patronite :), a ja będę mógł się wtedy poświęcić w 100% na działalność blogowo-edukacyjną.

Jeśli książkę odłożę na dalszą przyszłość, to chciałbym skupić się na dalszym tworzeniu treści, regularnym podcastowaniu i w końcu na tworzeniu wideo. Chciałbym też trochę bardziej skupić się na promocji bloga. Marzy mi się występ w telewizji, ale wiem, że na tę chwilę nie byłbym jeszcze gotowy.

Za cokolwiek bym się nie wziął, chciałbym nabrać większej odwagi, rozmachu i pewności siebie w działaniu, nadal inwestując we własny rozwój i wiedzę.

Mam nadzieję, że zrealizujesz je w 100%. Dziękuję Ci za rozmowę. Na koniec powiedz jeszcze, gdzie można Cię znaleźć?

To ja dziękuję Piotr za zaproszenie do rozmowy. Tobie również życzę rozwoju bloga i spełnienia wszystkich celów.

A do mnie prowadzi wiele dróg. Najprościej napisać do mnie maila: blog@stomonet.pl. Odpisuję na każdy. A poniżej moje miejsca w sieci:

Blog: https://stomonet.pl/

Podcast: https://www.spreaker.com/show/sto-monet

Patronite: https://patronite.pl/stomonet

Fanpage: https://www.facebook.com/stomonet/

Twitter: https://twitter.com/grygiellukasz

Instagram: https://www.instagram.com/sto_monet/

PODOBAŁ CI SIĘ TEN ARTYKUŁ?

Jeżeli tak, to zapisz się do newslettera, aby nie przegapić kolejnych artykułów. Przy okazji dostaniesz ode mnie w prezencie ponad 90-cio stronicowego e-booka "Wszystko zaczyna się od planowania", dzięki któremu: wejdziesz na wyższy poziom planowania, zwiększysz szanse na osiągnięcie swoich celów, zapanujesz nad swoim życiem, uporządkujesz je i nadasz mu pożądany kierunek.
marzenia

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na przetwarzanie poniżej podanych danych osobowych. Dane te będą przetwarzane wyłącznie w celu pobrania e-booka i otrzymywania ode mnie wiadomości. W każdej chwili będziesz mógł odwołać udzieloną zgodę [więcej szczegółów w Polityce prywatności i cookies].
Nawigacja