Moja historia

Czytając mojego bloga mogłeś zacząć zastanawiać się jakie mam kwalifikacje do udzielania Ci rad i wskazówek na temat osiągania celów, planowania, czy życia.

Cóż nie mam formalnych kwalifikacji, nie jestem trenerem, coachem, czy mentorem, nie mam tytułu doktora (chociaż studia doktoranckie ukończyłem). Nie zarobiłem milionów złotych, nie dotarłem do obu biegunów i nie zdobyłem złotego medalu na olimpiadzie.

Jestem przeciętnym facetem, mężem, ojcem, blogerem i analitykiem kredytowym. Doświadczyłem smaku sukcesu ale i poznałem gorycz porażki (nawet częściej to drugie niż to pierwsze). Byłem lubiany, ale i poniewierany. Udało mi się zmienić sporo swoich złych nawyków, niektóre jednak pozostały. Odkąd świadomie zacząłem wprowadzać zmiany w swoim życiu udało mi się:

  • porzucić uzależnienie od gier komputerowych – to był chyba jeden z największych moich sukcesów, który pozwolił mi osiągnąć kolejne cele i zmienić moje życie na lepsze. Granie w gry komputerowe było jak rak, który powoli wypełniał coraz większą część mojego dnia. Najpierw po powrocie ze szkoły, potem ze studiów, a w końcu po powrocie z pracy siadałem do komputera i grałem. Nic innego się nie liczyło. Traciłem na tym ja i traciły na tym moje relacje z żoną. Kilka razy w międzyczasie próbowałem przestać grać. Ostatecznie skończyłem z grami komputerowymi w 2010 roku.
  • zostałem mężem – gdy dla jednych mężczyzn małżeństwo wyznacza granice wolności, dla innych w tym dla mnie, małżeństwo wyznaczyło granice tego co dla mnie najważniejsze.
  • zostałem ojcem – w 2010 roku wiele się zmieniło. Najważniejszą zmianę przyniosły narodziny mojej córki. Gdy zobaczyłem jak nagle pojawiła się na świecie wiele rzeczy i spraw uległo przewartościowaniu. Zrozumiałem, że jestem odpowiedzialny za małego człowieka i za to kim się kiedyś stanie. Od tego czasu w hierarchii moich wartości rodzina znalazła się na pierwszym miejscu. Teraz gdy podejmuję jakąś decyzję zawsze zastanawiam się jaki to będzie miało wpływ na moją rodzinę zarówno w krótkim i długim terminie.
  • zostałem biegaczem – odkąd pamiętam zawsze uwielbiałem biegać. Ale dopiero po ukończeniu studiów podszedłem do biegania bardziej kompleksowo i systematycznie. Wciągnąłem w bieganie moją żonę (o tym jak zaczęliśmy biegać możesz przeczytać we wpisie na temat spełniania marzeń). Pamiętam jak pierwszy raz przebiegliśmy 5 kilometrów bez przerwy. To było niesamowite uczucie. Potem wspólnie ukończyliśmy mnóstwo biegów – zdobyte medale, numery startowe i statuetki zajmują cały karton. Ale nigdy nie chodziło o trofea, czy wygraną, nawet nie chodziło o zdrowie (bo bieganie długodystansowe może wcale nie być takie dobre dla zdrowia 🙂 Chodziło raczej o radość biegania, pokonywanie swoich słabości i ograniczeń.
  • trenowałem krav magę – która utwierdziła mnie w przekonaniu, że proste rozwiązania są niesamowicie szybkie i skuteczne.
  • pełniłem obowiązki kierownika – zespołu administracji i windykacji w banku. Dziwne połączenie powodujące czasami rozdwojenie, spora odpowiedzialność, ale i pewna swoboda działania, a także konieczność współpracy z naprawdę bardzo różnymi ludźmi (od członków zarządu banku, po dyrektorów oddziałów, szeregowych pracowników, robotników, podwykonawców, monterów, dłużników, komorników, sędziów, lokatorów i pośredników handlowych) w różnych sprawach. Gdyby nie kalendarz, wykres Gantta, umiejętności planowania i niesamowici, i wyrozumiali współpracownicy to byłoby krucho. Wtedy zrozumiałem jak duże znaczenie mają w firmie właściwie dobrani i zmotywowani pracownicy, jakie znaczenie ma właściwa organizacja i planowanie z odpowiednim wyprzedzeniem.
  • zacząłem wstawać wcześnie rano – kiedyś uwielbiałem spać. Spałem jak najdłużej się dało, a w soboty i niedziele spałem do jedenastej / dwunastej godziny, nieraz dłużej. Marnowałem przez to mnóstwo czasu i czułem się z tym źle. Jednak nie robiłem za dużo aby to zmienić. Tak było mi wygodnie. Do wcześniejszego wstawania przekonała mnie żona, która zawsze była rannym ptaszkiem. Na początku było ciężko, zwłaszcza, że zacząłem od razu od dużego przeskoku. Jednak po pierwszych kilku tygodniach buntu organizm się przyzwyczaił. Teraz bardzo często jest tak, że budzę się przed budzikiem, a wieczorem nie mam problemów z zasypianiem. Wysypiałem się lepiej niż wtedy gdy spałem długo, mimo, że teraz śpię 6 – 7 godzin dziennie.
  • porzuciłem stan określany mianem „wierzący niepraktykujący” – zacząłem chodzić do Kościoła, codziennie modlić się i czytać Biblię. To dało mi siłę i odwagę oraz poczucie, że nawet w najcięższych chwilach jest Ktoś do Kogo mogę się zwrócić.
  • zostałem zorganizowanym człowiekiem – zawsze miałem porządek w szafie, a jeżeli chodzi o porządek w pracy to śmiem twierdzić, że nie ma bardziej pedantycznej i zorganizowanej osoby niż ja (jeżeli ktoś twierdzi inaczej to niech pokaże mi swoje biurko, szafę lub komputer :-). Jednak kilka lat temu stwierdziłem, że to za mało i zacząłem dbać o swój czas. Kalendarz stał się moim przyjacielem, a ja zacząłem planować w długoterminowej perspektywie. Moje obecne plany sięgają kilka lat do przodu, a gdy wszyscy w Nowy Rok leczą kaca po Sylwestrze ja z żoną planuję w szczegółach co będziemy robić przez cały rozpoczynający się rok.
  • zacząłem podróżować – wraz z żoną mieszkaliśmy rok w Austrii, byliśmy we Włoszech, Niemczech, Czechach, Słowacji, Słowenii, Chorwacji, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze, Serbii, Albanii, Macedonii, Rumunii na Litwie, Łotwie i Węgrzech. W niektórych z tych krajów więcej niż raz. Wszystkie wyjazdy planowaliśmy i organizowaliśmy sami.
  • ukończyłem studia doktoranckie – ale nie zostałem doktorem. Siedem lat próbowałem napisać rozprawę doktorską, trzy razy zmieniałem temat, zamieniłem swoje życie w monotonię, na którą składało się spanie, praca zawodowa i pisanie pracy doktorskiej. Przez trzy lata nie było miejsca na nic innego, również na rodzinę. I nic, pomimo upływu czasu nawet nie byłem w połowie drogi do celu. Intuicyjnie wiedziałem, że tematyka, którą poruszam była bardzo ważna, jednak nie byłem w stanie tego udowodnić naukowo. To nie był jakby się wydawało na pierwszy rzut oka czas stracony. Poprawiłem swój angielski, poznałem dzieła wybitnych praktyków i specjalistów z zakresu zarządzania i organizacji. Zobaczyłem jak można prowadzić działalność gospodarczą z pasją, jak jasne cele i wyraźnie nakreślone wizje połączone z determinacją i działaniem zamieniały się w rzeczywistość. W końcu powróciłem do pisania, wystąpiłem na konferencji naukowej, napisałem kilka artykułów i poznałem fajnych ludzi.
  • zacząłem w pełni kontrolować swoje finanse – przestałem wydawać wszystkie zarobione pieniądze, zacząłem oszczędzać i kontrolować domowe finanse. Porzuciłem impulsywne i nieprzemyślane zakupy. Nauczyłem się jak zarządzać budżetem domowy. Obecnie prowadzimy z żoną rozbudowaną księgowość rodzinną, dzięki czemu wiemy ile pieniędzy wydaliśmy, możemy więcej oszczędzać i lepiej kontrolować swoje wydatki. Mamy cele finansowe, które chcemy osiągnąć i systematycznie dążymy do ich realizacji.
  • mam finansową poduszkę – która pozwala mi czuć się pewnie. Rzadko z niej korzystam jednak sama świadomość, że ją mam pozwala mi spać spokojnie. Jeżeli nie masz takiego zabezpieczenia to zacznij je natychmiast tworzyć (najlepiej gdyby stanowiła trzykrotność Twoich miesięcznych dochodów).
  • zrezygnowałem z wielozadaniowości – multitasking jest przereklamowany. Jeżeli skupisz się na jednej rzeczy i zrobisz ją porządnie, a następnie weźmiesz się za następną, to obie zajmą Ci mniej czasu niż gdybyś robił je jednocześnie. A do tego wydatnie spadnie liczba popełnionych błędów i problemów z motywacją.
  • uprościłem swoje życie – pozbyłem się sporej ilości rzeczy, których nie używałem. Systematycznie opróżniam szafy z tego co nie jest mi potrzebne. Zrobiłem też porządek w sferze umysłowej. Zredukowałem liczbę moich zainteresowań oraz ograniczyłem liczbę celów, które chcę osiągnąć do tych, na których najbardziej mi zależy.
  • zrezygnowałem z oglądania telewizji – dzięki temu nie oglądam wiadomości, które zalewały moje życie samymi tragediami i nieszczęściami. Nie oglądam głupich seriali, które robią ludziom wodę z mózgu. Nie oglądam reklam i nie jestem zdany na łaskę osób planujących ramówkę. Zwłaszcza, że w dobie wszechobecnego Internetu można spokojnie samemu wybierać to co chce się oglądać i kiedy chce się to oglądać.
  • schudłem – ponad 10 kilogramów i czuję się dobrze.
  • zacząłem jeździć do pracy rowerem – niezależnie od pogody i pory roku jeżdżę do pracy rowerem. Dzięki temu codziennie uprawiam sport, moja kondycja się poprawia, a moja odporność wzrasta. Rower pozwolił mi skrócić czas dojazdu do pracy o ponad połowę, oszczędzam na biletach komunikacji miejskiej i mogę słuchać w trakcie jazdy audiobooków.
  • ukończyłem Weekend Charakteru –czterodniowe wyzwanie fizyczne, psychiczne i duchowe, które w ekstremalnych warunkach pogodowych pomaga zbliżyć się do Boga i pokonać swoje słabości.
  • zostałem wolontariuszem projektu BAKCYL w ramach, którego prowadzę z młodzieżą gimnazjalną zajęcia na temat dobrych praktyk zarządzania finansami osobistymi.
  • zostałem blogerem – po porzuceniu doktoratu założyłem bloga i zacząłem pisać najpierw o zarządzaniu, organizacji, planowaniu i marketingu w bankach spółdzielczych. Później blog zaczął ewoluować i przyjął obecną formę i treść. Początki były trudne, nie wiedziałem o czym piać, chociaż wydawało mi się, że jest tak dużo kwestii do poruszenia. To się zmieniło z czasem. Teraz siadam do pisania, a zazwyczaj robię to po dziesiątej wieczorem i odzyskuję energię, odchodzi zmęczenie i senność. Czasami mam tak, że mógłbym pisać do rana i tylko odpowiedzialność zmusza mnie do położenia się chociaż na chwilę spać.

Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu przyznam, że udało mi się sporo osiągnąć. Jednak to wszystko nie spotkało mnie na raz, chociaż wiele z tych wydarzeń miało miejsce w 2010 roku lub jego okolicach. Większość z nich była rozłożona w czasie, a każde z nich nauczyło mnie czegoś innego.

Zostałem w tym czasie wielkim zwolennikiem planowania. Nie dążę jednak do perfekcjonizmu i zdarza mi się zapomnieć o kalendarzu. Mam świadomość, że życie według sztywnego planu jest utopią. Nadal popełniam błędy, upadam, ale podnoszę się. Nie zatrzymuję się i każdego dnia krok po kroku dokonuję postępów.

Jak osiągnąłem to wszystko? Nie korzystałem z magicznych sztuczek, nie miałem coacha, ani mentora. Po prostu wstałem z kanapy i zacząłem czytać,  myśleć i działać, spełniać marzenia. Korzystałem przy tym z pokładów drzemiącej we mnie determinacji, wsparcia bliskich, prostych metod, o których piszę na blogu oraz z umiejętności, które cały czas doskonalę, a których nie miałem gdy zaczynałem przygodę z planowaniem.

Gdy myślę o swoim życiu, to mam świadomość, że to podróż/droga, której cel jest mi jeszcze nieznany. Jednak coraz częściej odczuwam, że kierunek, w którym podążam jest właściwy.

Możliwość komentowania została wyłączona.

Nawigacja
Inline
Inline