Dwa tygodnie bez Internetu

Za mną urlop. Urlop, o którym marzyliśmy z żoną od kilku lat, a dokładnie odkąd wzięliśmy kredyt na kupno mieszkania. I w końcu się doczekaliśmy.

Wyjechaliśmy do Chorwacji, robiąc po drodze postój w Salzburgu i zahaczając o Wenecję. Zarówno Chorwacja jak i Austria to dla nas kraje, które darzymy dużym sentymentem i mamy z obu tych krajów dobre wspomnienia.

Zatem pierwszy wspólny wyjazd po ponad siedmiu latach wpisał się doskonale w to co było i jest nadal dla nas ważne. Do tego nie obyło się bez wyrzeczeń, bez nich ten wyjazd nigdy nie mógłby się odbyć. Musieliśmy zrezygnować z pewnych przyjemności i ograniczyć wydatki tak aby to co było tylko marzeniem mogło się spełnić. Było ciężko, ale było warto. Nic nie smakuje tak dobrze jak efekt ciężkiej pracy i poświęcenia.

Wyjeżdżając myślałem, że bez problemu znajdę czas na pisanie kolejnych wpisów na bloga i buszowanie w Internecie. No właśnie. Podświadomie planowałem wakacje z komputerem. Sic. Szybko jednak okazało się, że nasz plan wyjazdu nie przewidywał ani Internetu, ani pisania. Przewidywał natomiast dużo zwiedzania, zabaw w morzu i wspólnego spędzania czasu.

Przez dwa tygodnie z Internetu korzystała moja żona, a i to ograniczało się do wysyłania emaili z relacjami z wyjazdu do rodziny.

Przez ten czas zrodziło się w mojej głowie kilkanaście pomysłów na wpisy. Pojawiały się w różnych miejscach i o różnym czasie. Były wynikiem moich spostrzeżeń, przemyśleń i rozmów z żoną i córką.

Myślę, że gdybym zaśmiecił sobie w tym czasie głowę informacjami z portali społecznościowych i serwisów informacyjnych, te pomysły nigdy by się nie pojawiły.

Może i Ty powinieneś czasem odciąć się od nadmiaru informacji i wsłuchać się wyłącznie w swój wewnętrzny głos i głos swoich bliskich.

Nawigacja
Inline
Inline