4 pustynie – Biegnij i znajdź własną drogę – Daniel Lewczuk – recenzja

To książka, którą czytałem, a może raczej chłonąłem z wypiekami na twarzy. Sam biegam, więc z przyjemnością czytam książki o biegaczach. Dodatkowo fascynują mnie ludzie stawiający sobie cele, które wydają się niemożliwe do osiągnięcia. W 4 pustyniach te dwa wątki połączyły się w jedną historię. Historię zmagań Daniela Lewczuka. Człowieka, który postanowił zrobić coś z nadwagą i przy okazji ze swoim życiem. Postanowił zacząć biegać, by schudnąć jednak, zamiast truchtać po parku lub lesie postanowił, że ukończy Wielkiego Szlema w biegu 4 Pustyń. Składają się na niego Sahara Race, Gobi March, Atacama Crossing i The Last Desert, który odbywa się na Antarktydzie. Aby zdobyć Wielkiego Szlema, trzeba ukończyć powyższe biegi w ciągu jednego roku. Każdy z nich liczy 250 kilometrów, a dodatkowym obciążeniem jest plecak, w którym biegacz przenosi wszystko, co będzie mu potrzebne w trakcie biegu.

I tak poznajemy Daniela w pierwszych rozdziałach książki, gdy jest jeszcze jednym z wielu białych kołnierzyków z nadwagą przykutych do biurka i oglądających sport jedynie w telewizji. Z każdą kolejną stroną książki obserwujemy przemianę, jaka następuje w bohaterze. Poznajemy powody, dla których zaczyna biegać, co Go do tego motywuje, dlaczego stawia sobie tak niewiarygodnie trudny cel, pomimo że nie ma najmniejszego doświadczenia w bieganiu.

Potem pojawiają się po kolei cztery tytułowe pustynie, a opowieść o nich przerywana jest wspomnieniami z zawodów Iron Man i innych biegów, w których autor książki brał udział. Każdy z tych rozdziałów to opowieść o walce woli z ciałem i przeciwnościami otoczenia. To historia o tym, że czasami trzeba stawiać po prostu krok za krokiem, by w końcu dotrzeć do mety. Po drodze są chwile radości, ale i wielka tragedia, która odcisnęła swoje piętno na ostatnich biegach Daniela.

Nie będę zdradzał szczegółów książki i historii zmagań Daniela Lewczuka z własnymi słabościami i ekstremalnymi warunkami przyrodniczymi. Mogę natomiast zdradzić, że należy on do 66 biegaczy, którzy ukończyli Wielkiego Szlema.

Niesamowicie czyta się historię człowieka, dla którego bieganie było wyłącznie zajęciem amatorskim (niezarobkowym). Jeżeli w ogóle można mówić o ultramaratonach w kontekście amatorstwa 🙂

Po tej książce naszło mnie kilka refleksji. Po pierwsze Scott Jurek (jeden z najbardziej znanych ultramaratonistów) miał rację, mówiąc, że czasami po prostu trzeba. Co zazwyczaj sprowadzało się do  stawiania krok za krokiem, tak aby w końcu dotrzeć do celu. Druga refleksja dotyczy, tego, że nawet najbardziej niewiarygodne cele, które z boku mogą wydawać się szaleństwem, można osiągnąć pod warunkiem, że jest się naprawdę zdeterminowanym i zdyscyplinowanym. Po trzecie bieganie wcale nie musi być zdrowym sportem, zwłaszcza uprawiane w wersji ultra. Nadal ma jednak posmak niesamowitej przygody i poczucia wolności.

Książkę możesz kupić tutaj.

Więcej książek, które warto przeczytać znajdziesz tutaj.

PODOBAŁ CI SIĘ TEN ARTYKUŁ?

Jeżeli tak, to zapisz się do newslettera, aby nie przegapić kolejnych artykułów. Przy okazji dostaniesz ode mnie w prezencie ponad 90-cio stronicowego e-booka "Wszystko zaczyna się od planowania", dzięki któremu: wejdziesz na wyższy poziom planowania, zwiększysz szanse na osiągnięcie swoich celów, zapanujesz nad swoim życiem, uporządkujesz je i nadasz mu pożądany kierunek.
marzenia

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na przetwarzanie poniżej podanych danych osobowych. Dane te będą przetwarzane wyłącznie w celu pobrania e-booka i otrzymywania ode mnie wiadomości. W każdej chwili będziesz mógł odwołać udzieloną zgodę [więcej szczegółów w Polityce prywatności i cookies].
Nawigacja